Aneta Pondo/ fot. Barbara Bogacka

Żyjemy w czasach, kiedy za najbardziej kompetentne osoby w sprawie przebiegu porodu jest uznawany personel medyczny a tym samym kobiety stały się raczej elementem tego procesu. Przez ostatnie kilkadziesiąt lat bardzo mocno pracowano nad tym, aby przekonać nas, że nie jesteśmy same w stanie sprostać wyzwaniu, jakim jest urodzenie dziecka. I jaki mamy tego rezultat? W świadomości wielu kobiet została zatarta informacja, że podczas porodu to one odgrywają decydującą rolę

Najgorsze jest to, że przeniesienie odpowiedzialności z matki na personel medyczny doprowadziło do mniejszego zaangażowania kobiet w proces porodowy, przez co częściej poród relacjonowany jest jako cierpienie. Inną konsekwencją jest chociażby wzrostu stosowania znieczulenia farmakologicznego czy cesarskiego cięcia [cc] na życzenie.

Sprowadza się do jednej konkluzji – aby przygotować się do porodu należy odnaleźć na nowo w sobie siłę i kompetencje, pobudzić w sobie zaangażowanie.

W mojej społeczności, która gromadzi się wokół idei Błękitnego Porodu, ogłosiłam rok 2019 – rokiem szukania wewnętrznej siły i kompetencji.
Chcę zainspirować kobiety, które myślą o dziecku lub są w ciąży, do szukania ich własnej drogi, do pobudzenia intuicji, do świadomego przygotowania i doświadczania porodu. Dlatego zaprosiłam 12 mądrych i silnych kobiet do rozmowy – rozmowy o tym, jak one rozumieją własną siłę i co dało im doświadczenie porodu.

Dobry Poród: Historia czwarta – kwiecień

Aneta Pondo – dziennikarka i redaktorka naczelna czasopisma „Miasto Kobiet”.

 

Każdy ma taki poród na jaki jest gotowy.

Beata Meinguer: Jakim doświadczeniem był dla ciebie poród?

Aneta Pondo:

Pierwszy raz rodziłam w prywatnej klinice, w znieczuleniu zewnątrzoponowym (i uważałam, co z potwornym zawstydzeniem dziś przyznaję, że nie korzystanie z tego „ułatwiacza” jest kobiecym… ciemnogrodem), lekarz ginekolog był dla mnie guru (zrobiłabym wszystko, co mi każe), a dokładnie zaplanowana data porodu wpisywała się idealnie w mój pracoholiczny styl życia (w piątek poszłam ostatni raz do pracy, a w poniedziałek urodziłam).

Dziesięć lat później zdecydowałam, że urodzę w domu. Nie zrobiłam tego z powodu przeciwwskazań, chociaż tak naprawdę myślę, że nie byłam jeszcze na to gotowa. Urodziłam w zwykłym szpitalu, z mężem (za pierwszym razem też mi towarzyszył) i położną, którą sama, świadomie wybrałam. Miałam odwagę powiedzieć ordynatorowi, że nie chcę oksytocyny, którą zaordynował zaraz po moim przyjeździe do szpitala, bo muszę zaczekać na moją położną, a ona przyjeżdżała na dyżur dopiero za kilka godzin. I tak się stało, zaczęłam rodzić na dobre dopiero, gdy ją zobaczyłam i poczułam, że już mogę.

Dwa kompletnie różne porody, ale ich nie wartościuję i nie dam sobie powiedzieć, że któryś z nich był lepszy lub gorszy (bo to tak jakby pytać rodzica, które dziecko kocha bardziej, albo jakby pytać dziecko, czy kocha bardziej mamę czy tatę). Każdy z nich był NAJLEPSZY na moment mojego życia, w jakim wtedy byłam.

 

Beata: W którym momencie ciąży czy porodu poczułaś, że od ciebie zależy jakie to będzie doświadczenie?

Aneta: W pierwszej ciąży niewiele się nad tym zastanawiałam. Byłam szczęśliwa i pod opieką lekarza, którego wybrałam. To on był chyba bardziej odpowiedzialny za moją ciążę i poród niż ja. Za drugim razem czułam to od początku. Chodziłam na spacery, na jogę, czytałam Preeti Agrawal i z myślą o swoich planach porodu domowego zwołałam na spotkanie kilka kobiet, które urodziły w domu, i położną Annę Pułczyńską, która takie porody przyjmowała (przyjęła i mój, tyle że w szpitalu), żeby napisać o nich reportaż do Miasta Kobiet. Ich opowieści otworzyły mi oczy na to, że poród może być doznaniem metafizycznym, a nawet orgazmicznym [tekst: Chcę urodzić w domu]

Zbierając materiały do tamtego tekstu spotkałam się też z bardzo doświadczoną położną ze szpitala uniwersyteckiego przy ul. Kopernika. Wiedziałam, że ma za sobą doświadczenie przyjęcia porodu  w samochodzie, na podwórku przed szpitalem. Właściwie „przyjęcia” to za dużo powiedziane, bo akcja porodowa zakończyła się przed jej przybyciem. Położna ta zszokowała mnie swoim poglądem na to, jak powinny rodzić kobiety.

Idealna pozycja to ta na plecach, na fotelu porodowym, bo jest, cytuję „wygodna i estetyczna”, a ten cały trend do rodzenia na „czworakach” to takie (znów cytuję) „fuj, jak u zwierząt”.

Aneta Pondo z rodziną/ fot. Aneta Pondo

Beata: Jaki był twój najpiękniejszy moment w czasie porodu?

Aneta: Po porodzie i koniec kropka. Dziecko przy skórze i przepływ miłości.

Beata: Jaki był najtrudniejszy moment w czasie twojego porodu i jak sobie z nim poradziłaś?

Aneta: Za pierwszym razem spadło tętno dziecko i szykowano mnie do cesarki. Ale zanim mnie przygotowano, zdążyłam urodzić. Za drugim razem ostatnia faza zamiast spodziewanych trzech skurczów trwała godzinę. Nie chciałam wypuścić dziecka z siebie. Ale to były tak krótkie momenty, że nie pozostawiły we mnie żadnego osadu niepokoju czy traumy. Jestem szczęściarą, miałam bardzo dobre porody. Nie mogę nawet napisać, że radziłam sobie w tych momentach w jakiś szczególny sposób, bo nie było wtedy Błękitnego Porodu Beaty Meinguer, nie chodziłam do żadnej szkoły rodzenia. Więc to nie ja sobie radziłam, tylko mój organizm wykonał to co do niego należało.

Beata: Co opowiedziałabyś swojej córce o porodzie?

Aneta: Że to jest piękne pozytywne doświadczenie. I podsunęłabym jej link do Błękitnego Porodu.

 

Beata: Czym jest siła kobiety dla ciebie?

Aneta: Siła kobiety to stanie z odwagą przy swoim i przekonanie, że ma się wewnętrzną moc zdolną do najwyższych aktów kreacji. Nawet gdy jesteśmy w czarnej dziurze, nawet gdy życie przypomina rollercoaster, wystarczy pamiętać o tej mocy i odwołać się do nie, by wylądować szczęśliwie tam, dokąd zmierzamy.

Beata: Co ty, jako kobieta, odkryłaś o sobie w czasie porodu?

Aneta: Że ma się taki poród, na jaki jest się gotowym.

Rozmowę znajdziecie również na stronie: www.miastokobiet.pl

 

Zostaw swój email, aby jako pierwsza dowiedzieć się o otwarciu zapisów na kolejną edycję 30 dniowego kursu Błękitny Poród!

“Nie można powstrzymać fal, ale można nauczyć się surfować”

Poród jest właśnie jak surfowanie i morze. Czasem spotykają nas delikatne fale a czasem uderzy w nas
huragan Wilma. Zostaw swój email a otrzymasz darmowy pdf “10 zasad udanego surfowania czyli poród bez obaw”!

Bądź na bieżąco:
Do góry

Darmowy ebook "Poród bez obaw czyli 10 zasad udanego surfowania"

Zostaw swoje dane a wyślę Ci go na Twoją skrzynkę.

Dziękuję za zapis!

ZAREZERWUJ MOJE MIEJSCE!

Zostaw swoje dane aby wziąć udział w darmowych lekcjach surfowania:

Dziękuję za zapis!