Budowanie więzi z dzieckiem

To się naprawdę dzieje. Przychodzi na świat twoje dziecko. To,  z czym zetknie się zaraz po narodzinach, uzna za naturę życia.

Gdy się urodzi i weźmiesz je w ramiona, będzie w dotyku jak ciepły aksamit, a w tobie uruchomi się cała lawina procesów. Mają one na celu przywiązanie cię do tej maleńkiej, bezbronnej istotki, aby zapewnić jej przetrwanie. Dotkniesz jej najpierw jednym palcem. Potem pogładzisz buzię. A na koniec całą ręką dotkniesz jej maleńkiej główki.

Jeśli będą wokół ciebie mądre położne, w tym momencie odetchną z ulgą. Właśnie zrealizowałaś małpi schemat nawiązywania więzi z własnym dzieckiem. Jest bezpieczne.

Ale to jeszcze nie koniec. Przed tobą najważniejsze zadanie: zbudowanie bezpiecznej więzi u dziecka. Najintensywniej zachodzi ten proces w pierwszym roku życia. U rocznego malucha już można przeprowadzić „test obcej sytuacji” (wprowadza się dziecko do pokoju pełnego zabawek, a następnie opiekun na chwilę wychodzi). Reakcja na ów test pokazuje jaki model więzi wytworzyliście pomiędzy sobą.

Dlaczego to takie ważne? Bo ten właśnie model wyznacza różne strategie radzenia sobie z obciążeniami. Rzutuje na całe życie. Jak pisze specjalistka od więzi, Evelin Kirkilionis: „Ciekawość i radość odkrywania świata mogą się rozwijać tylko na podstawie ufności w bezpieczną bazę emocjonalną”. Nie chodzi tylko o rozwój i poczucie szczęścia. W wieku dorosłym osoby o lękowym modelu więzi mogą mieć problemy zdrowotne, emocjonalne, nawiązywać nieudane relacje. Będą potem przekazywać te postawy swoim dzieciom. Istna sztafeta smutku.

To wszystko, wraz z umiejętnością radzenia sobie z własnymi emocjami, wpływa na strukturę osobowości dorosłego. A zręby tejże powstają już w pierwszych chwilach życia tej maleńkiej kruchej istotki.

 

Początki rodzicielstwa

Początki rodzicielstwa są trudne. Tyle wyzwań! I nikt nam nie daje okresu próbnego. W naszej kulturze własne dziecko to, niestety, często pierwszy noworodek, z którym matka ma do czynienia.

Mam dobrą wiadomość: możesz sobie pomóc z budowaniu więzi z dzieckiem w bardzo prosty sposób, nie robiąc w zasadzie nic szczególnego. Nosząc je.

Jak pisze autorka najlepszej książki dla rodziców wszech czasów – W głębi kontinuum, Jean Liedloff: „Narodziny to nie koniec linii montażowej”. Rodzimy się jako fizjologiczne wcześniaki. Musi tak być ze względu na wielkość mózgu (głowa nie zmieściłaby się w kanale rodnym). Noworodek przychodzi na świat z określonym zestawem oczekiwań. Chce i potrzebuje bufora, który pomoże mu oswoić świat. Chce i potrzebuje ciepła szczodrego ciała matki (lub ojca, gdyż badania wykazały, że płeć nie gra tutaj roli). Chce i potrzebuje być noszonym, bo tak działo się od tysięcy lat, gdy tylko człowiek stanął na dwóch nogach i uwolnił ręce. „Oczekiwania zrodzone w toku ewolucji mają charakter pewników dopóty, dopóki nie zostaną zdradzone i zarzucone” (Liedloff). Nikt nie przygotował go na zimną martwotę wózka – wszak zmiany w naszym genotypie nie zachodzą w ciągu stu lat, a tyle mniej więcej liczy sobie ten wynalazek.

 

Krótka historia chusty

A zatem chusta*. Nie jest to nowinka z Zachodu, jak się niekiedy sądzi. Wręcz przeciwnie. Prawdopodobnie dzięki rozmaitym skrawkom materiału i skórzanym nosidłom nasz gatunek eksplodował na cały świat. Koczownicy bowiem, migrując z miejsca na miejsce, nie musieli czekać aż najmłodsi osiągną wiek, w którym będą mogły nadążyć za resztą. Skrócił się także okres pomiędzy kolejnymi ciążami. Nastąpiła ekspansja gatunku.

Chusta umożliwia zadzierzgnięcie więzi pomiędzy opiekunem a dzieckiem od samego początku. Niemowlę, ciasno otulone przez tkaninę, przylega do ciała rodzica i czuje, że jest na swoim miejscu. Liedloff pisze: „Niemowlę trzymane na rękach czuje, że wszystko na świecie toczy się we właściwym porządku”. Świat nie jest taki straszny, gdy można poczuć zapach mamy i usłyszeć bicie jej serca. W zasadzie niewiele się zmieniło, odkąd przyszedłem na świat. Nadążam.

 

Chusta i bliskość

Mało tego. Także rodzic, który musi nauczyć się trafnie reagować na potrzeby dziecka (jest to jeden z warunków bezpiecznej więzi), uczy się tego mimochodem, nosząc dziecko cały czas przy sobie. Widzi i czuje, gdy dziecko jest głodne, śpiące, zmęczone albo gdy jest gotowe do zabawy. Bezpośrednia bliskość usprawnia zatem rodzicielstwo. A to już działa jak perpetuum mobile: rodzice, reagując szybko na potrzeby dziecka, sprawiają, że dziecko jest spokojne i zrównoważone. Takie zachowanie dziecka buduje wiarę rodziców we własne kompetencje. Wówczas postępują mniej chaotycznie, co z kolei wpływa na malucha.

Papierkiem lakmusowym relacji matki z dzieckiem bywa laktacja. Chusta znakomicie ją nakręca, dzięki bezpośredniej bliskości dziecka przy ciele matki. Poza tym noszone maluchy szybciej przybierają na wadze (także wcześniaki!), a także udaje im się uniknąć lub zminimalizować tzw. szczyt płaczu, który ma miejsce w szóstym tygodniu życia.

Noszenie w chuście normalizuje także stosunki w rodzinie. Opiekun nie musi wyszarpywać każdej chwili, by ugotować obiad, wyjść na kawę albo pójść do toalety.

Wykonywanie większości codziennych czynności nie nastręcza trudności, gdy dziecko jest zapakowane w chustę. Duży wybór wiązań pozwala je dopasować do etapu rozwoju i temperamentu dziecka, a także do potrzeb rodzica.

Nie chcę tutaj mówić, że chusta rozwiązuje wszystkie problemy. Nie jest też warunkiem koniecznym do stworzenia więzi między dzieckiem a rodzicami. Ale nie wyobrażam sobie wielu chwil bez udziału chusty: bezsenne noce, ząbkowanie, katar, kolejne dziecko, smutki małe i duże, długi spacer po lesie tuż po letniej ulewie, wyjazd w góry, nad morze, na pustynię, gotowanie, udział w warsztatach, udział w spotkaniu autorskim znanej pisarki, wyjazd na festiwal. I to wszystko w pierwszych miesiącach życia moich dzieci. Mnogość doświadczeń, na jakie je wystawiam, pomaga im zrozumieć, że świat jest wielki, piękny i różnorodny. Pozwala im biernie uczestniczyć w życiu, co z kolei warunkuje powstanie instynktu społecznego. Ale to już zupełnie inna historia.

* Na pierwsze wiązanie polecam kangur. Nie tylko pozwala odetchnąć kręgosłupowi rodzica, ale także zapewnia najlepszą fizjologiczną pozycję dla noworodka – plecki zaokrąglone, miednica wywinięta, kolanka powyżej pupy, niewielkie odwiedzenie nóżek. Warto zaprosić doradcę noszenia, by pokazał nam jak motać kangura i inne wiązania.

fot Jacek Bernaciak

Certyfikowany doradca noszenia dzieci w chustach AND. Z wykształcenia filozof i nauczyciel, z zawodu lektor języków obcych w szkole językowej, z zamiłowania ogrodnik, z życia wzięta matka i żona. Ma za sobą praktykę hipnoporodu. Jej dzieci to ekskluzywne chuściochy, nie znają wózka.
Uprawia płodozmian dom-praca-przyjaciele. Można ją łapać w biegu na fanpejdżu:
Bądź na bieżąco:
Do góry